Ponieważ dawno nie byłem na Wielkiej Sowie postanowiłem przy okazji jadąc tam porównać zjazd z Borówkową - oczywiście czerwonym pieszym. Oba zjazdy są trudne technicznie, jednak z Wielkiej Sowy jest mniejsze nachylenie za to więcej luźnych kamieni i krótkich patyków ala "urywacz haków" coś jak w Beskidach. Obie trasy dostarczają świetne emocje, podobnie nie wybaczają błędów bo najmniejszy będzie kosztowny :/
Początek jazdy, droga do Przełęczy Walimskiej
Wybrałem ten podjazd asfaltem o 21% nachyleniu w kierunku Schroniska Sowa
Zaczynają się korzonki :)
I kamyczki
Wielka Sowiej na szczycie :)
Zrobienie tego zdjęcia kosztowało mnie włożeniem ręki w mrowisko podczas ustawiania aparatu :(
Najlepszego fragmentu nie sfotografowałem ponieważ byłem zajęty jazdą :)
Na Przełęczy Jugowskiej pierwszy przymusowy postój przeciwdeszczowy
A drugi pod jakąś amboną bo nie było schronienia gdzie straciłem dobre półtorej godziny
I tak z mojego pięknego planu zrobienia trasy wyszły nici przez deszcz. Więcej czasu spędziłem w schronieniu niż na jeździe.
Kolejny podbój Hanusovic aby w końcu w słońcu skosztować Kvasnicową Holbę. I prawie się udało, bo znów mnie zmoczyło, tylko tym razem siedziałem w muzeum przy piwie :)
Przełęcz Płoszczyna Muzeum piwowarskie Holba
I niestety deszcz :(
W drodze powrotnej jadę w kierunku Kralik i postanowiłem że pojadę do Dolni Maravy a tam zmierzę sie kolejny raz ze ścianą jaka mnie ostatnio o mało zabiła jak wracaliśmy z Bogdanem, Leą i Anią
Od Przełęczy Puchacza odliczam minuty zanim znów mnie zmoczy I stało się, na 13-14% podjeździe pod Przełęcz Śnieżnicką muszę chować się pod jakąś choinką cały mokry. Po przeczekaniu jakieś poł godziny ruszam w kierunku Schroniska na Śnieżniku i znów robi się pogoda
A to zdjęcie zrobiłem na zjeździe do Janowej Góry W Stroniu prawie upał, co za pogoda!!!!
Któregoś pięknego dnia mieliśmy plan aby odwiedzić Góry Orlickie.Ponieważ nie posiadaliśmy żadnego planu, pojechaliśmy początkowo trasą Ryjka którą jakiś czas temu realizował. Pogoda w miarę, ciepło i na razie bez niespodzianek deszczowych. Jedziemy do Pokrzywna asfaltem skąd zaczyna się przygoda częściowo Górami Bystrzyckimi. Docieramy do Zieleńca gdzie spotykamy bikera który miał plan pobić dziś 500 km na rowerze a jedzie już od parunastu godzin - on ma na liczniku 250 km a my 30 :/ Docieramy na Orlicę i o dziwo okazuje się że Ania przejechała tamtędy wiele razy ale na szczyt się nie wdrapała - aż do teraz :)
Nauka zjazdu na czerwonym ...... Kolejny punkt widokowy...
Są i bunkry... Jakieś chatki.... A nawet bar :)
A na deser zaczęło padać, dobrze że do końca piwa ustało :) Czeka nas wspinaczka na Velka Destna i słońce się pojawiło :)
A po drodze był prowiant :)
Najedzeni możemy spokojnie wjechać na Veka Destna
Dalej jedziemy w nieznane :) (przynajmniej tak mi się wydawało bo jednak kiedyś tu byłem z Bogdanem), trasę troszkę modyfikujemy i wydłużamy niż pierwotnie planowaliśmy
Aby zobaczyć bunkry...
oraz Anesky Vrch A po tym wszystkim było najciężej...bo trzeba było to zjeść :))))
Dziś już cieplej,ale pogoda jakaś szalona. W ciągu godziny potrafił spaść grad, ulewa, zrobić się burza, wyszło słońce i tak na zmianę. Nie dało się nic ruszyć z domu. Po południu już było ciut lepiej ale dalej jakoś te czarne chmury krążyły więc za wiele nie pojeździłem. Na weekend ma być podobno lepiej, oby!
W obawie przed kolejnymi opadami wybrałem trasę na lajcie i na szybko - Kłodzko i spowrotem z dokręceniem przez Przełęcz Lądecką gdzie zjeżdżając łąkami do Lutyni czekała mnie mała niezbyt przyjemnie pachnąca niespodzianka, a fe :( i musiałem rower myć w strumyku (siebie niestety też).
Reanimacja 540-stek które przed samym wyjazdem zaczęły strzelać seriami jak za karabinu. Rozkręcenie, nasmarowanie i ponowne skręcenie przyniosło efekt :)
Pogoda upalna, wpadłem więc na pomysł aby jechać na trawers. Niestety siłowo kiepsko się czułem i po dotarciu na Przełęcz Śnieżnicką postanawiam jechać do Navrsi na obiad i jakieś bro. Ale najbliższa droga wiedzie przez Śnieżnik. W sumie, czemu nie? W końcu nie licząc ostatniego wypadu na szczyt to dawno na rowerze tam nie byłem. Tak więc nadrabiam :) Pierwszy raz na Śnieżniku nie czuję wiatru, zero - szok!!! Temperatura pokazuje mi 33'C :/ Ze Śnieżnika po Czeskiej stronie kawałka jechać się nie da bo jest zakaz,ale dalej już tak :) A Navrsi ja zawsze super :)
Tam jadę :) Widok ze Śnieżnika Na szczycie :)
Fajny singielek którym oczywiście jadę :)
Tu już nie wolno jechać i chyba się nie da?? Choć znam pewne osoby co by próbowały :)))
Z okolic Kralickiego Śnieżnika nie jest daleko do Navrsi, jadę więc tym szlakiem
Parking Navrsi
Obowiązkowo napój musi być :) I coś jeszcze do niego :D
Na rozruch postanowiłem skoczyć na Paprsek na obiad. Niestety na początek dnia bardzo mocno moje plany weryfikuje pogoda. Pada po jakimś kwadransie od wyjazdu. Początkowo miałem wracać ale czekam. I jednak jadę dalej. Druga fala deszczu na Przęłeczy Gierałtowskiej, znów czekam. I dotarłem na Paprsek!! Jazda spokojna, relaksacyjna. Sił jakoś dziwnie brak :(